W poszukiwaniu stylu

Są pomysły, które szczególnie cieszą mnie, gdy mogę zejść do pracowni i nad nimi dłubać. Są tematy, które same niosą pędzel.
Są kolory, którymi mogłabym zamalować ściany.
Są emocje, które przenikają do każdej pracy – czy maluję kotka, kwiatka, łódkę czy buźkę…
Czy to można nazwać definicją stylu? Tak to widzę.



Co zatem odkryłam?
Zaobserwowałam, że żyję w kraju utopionym w powojenne traumy, otoczona przez narzekające społeczeństwo, posiadające wielkie lęki i obawy. Zmęczona tym, chciałam kiedyś podzielić się tym, co miejscowe i dobre. Chciałam też podzielić się tym, co ciepłe i radosne. Zamiast więc tonąć w szarościach codzienności, sięgnęłam po farby. W ten sposób powstały kolorowe, radosne zakładki – pełne żółtych pól, dorodnych zbiorów, soczyście zielonych łąk i błękitnego nieba. W ten sposób strach neutralizowałam spokojem i tak powstały obrazy: spokojne fale, cisza przed burzą albo uśpiona łódka. Krok po kroku odnajdywałam kolory, które oddają moje emocje, i rytmy pędzla, wyrażające odpowiedni klimat.
A to dopiero początek – pojawiły się wyzwania – powtarzające się błędy, zbyt płaskie kolory i nadmiar inspiracji. Co mi pomaga mi nie być tym przytłoczoną? Przeczytasz wkrótce… historia nabiera kolorów 😉
A na razie pytanie: zakładając, że odnalezienie stylu to nie cel sam w sobie, a tylko sposób wyrażania to jak ty oceniasz swój styl? Może chcesz się podzielić?

